Staliśmy oboje, naprzeciw siebie nie wiedząc
co zrobić, co powiedzieć. Nie umiejąc zrobić nic by zakończyć tą głucha cisze,
która stworzyła między nami niewidzialną barierę. Postanowiłam za
wszelką cenę ją skruszyć, przerwać milczenie ale problem tkwił w tym, że nie
wiedziałam co powiedzieć. W końcu jednak to on przemówił pierwszy:
-To przejdźmy się po mieście a ja w tym czasie będę cię
zanudzał wykładami.
-Mi pasuję.
Chciałam coś o nich
wiedzieć więc starałam się słuchać uważnie. Najpierw poszliśmy do świątyni
gdzie Tymon opowiadał mi o obrzędach związanych z Demeter i o samej bogini.
Świątynia była piękna, cała w złocie. Na środku pomieszczenia
jeśli tak mogłam to nazwać widniała piękna fontanna, z której tryskała źródlana
woda. Na jej górze szczytował piękny
posąg Demeter odziany w złote szaty z wiankiem żywych kwiatów na głowie i
koszykiem obfitych zbiorów w ręku. Wokół
fontanny poustawiane były świece koloru fioletowego. Przy jednej ze ścian
rozpościerało się coś na kształt pola kwiatów o czerwonej barwie a w rogach stały
piękne równo przystrzyżone małe drzewka. Kolumny sprawiały, że w świątyni był
swobodny przepływ powietrza i dało się wyczuć aurę obecności żywiołów.
-Demeter po ofiarowaniu nam daru wyznaczyła
czterech najmężniejszych, najsprytniejszych, najmądrzejszych i najbardziej oddanych
na Unhasselie co oznacza ze starożytnego języka ojcowie klanów a temu z nich
który oprócz tych cech był kompatybilny ze wszystkimi żywiołami został Arwat
Unhasselie czyli Strażnikiem ojców. Jeśli chodzi o kompatybilność z żywiołami
jest wiele wersji. Ja osobiście uważam za słuszna tą która mówi, że umiał on
osiągać równowagę mentalną, odnajdywać punkt gdzie wszystkie żywioły stykają
się i napawają go mocą. To oczywiście tylko hipoteza zbudowana na podstawie
jednej z wielu umiejętności Arwat Unhasselie. Od tamtego dnia oddajemy cześć
Demeter podczas żniw a także przy zaćmieniach słońca. Wtedy Strażnicy Ojców
szukają punktu równowagi i w miejscu
gdzie się owy punkt znajduje robią ognisko z zbóż wokół którego tańczą
najmniejsze dziewczynki z długimi włosami. Wygląda to naprawdę pięknie
zwłaszcza kiedy wokół zaczynają sypać się iskierki z ognia. Podczas zaćmienia
słońca wygląda to podobnie, tylko że wtedy wszyscy mają na sobie specjalne
rytualne szaty. Ta świątynia została wybudowana jako pierwsza
kiedy przodkowie przybyli w to miejsce. Kiedy postanowili zostać plemieniem
osiadłym. Bo byliśmy swego rodzaju plemieniem. Na czym to ja skończyłem? Ach,
tak. Świątynia została wybudowana jako podziękowanie dla bogini za znalezienie
miejsca nadającego się do osiedlenia. W późniejszych czasach dobudowano do niej
kwaterę Rady jak nazwali się wszyscy Unhasselie wraz z Arwatem. Uznano bowiem,
że Rada jako najważniejsza wśród nas powinna mieć ochronę od samej Bogini.
-Ale to nie ma najmniejszego sensu. Przecież
ona i tak jest przy nich, chroni ich mocą. Tą samą, którą ich obdarzyła.-
powiedziałam zdziwiona
-Chyba nie rozumiesz. Będąc blisko źródła
skąd mogą czerpać moc w razie niebezpieczeństwa chronią całą wioskę. Źródło
wyczuwa niebezpieczeństwo i wytwarza moc którą oni mogą posiąść do obrony.
Właśnie dlatego jest tam fontanna. I świece, okna oraz kwiaty. Symbole żywiołów,
natury, mocy naturalnej.- teraz rozumiałam czemu było tu czuć tak swobodnie
krążącą energię.
-Stąd bije taka niesamowita aura. Czuć
przepływ mocy. I potęgę bijącą od tego miejsca. To cudowne.- nawet nie
zauważyłam, że wypowiedziałam te słowa na głos
-To prawda. Ale to jest kolejna rzecz,
której nie powinnaś czuć. Jak wspominałem szczególną więź z żywiołami mają
Arwat Unhasselie i to oni wyczuwają szczególnie moc od nich bijącą. To naprawdę
zadziwiające. Twoje umiejętności. Dary. One są dziedziczne. Jesteś inna. W
dobrym tego słowa znaczeniu.- jeżeli to miało mnie ucieszyć to nie zadziałało
Ja
nie chciałam być inna. Chciałam po prostu gdzieś pasować, przynależeć. Być taka
jak inni. Ale oczywiście zawsze musiałam odstawać. Jakbym była zaproszona na
przyjęcie maskowe i zapomniała maski. Albo coś w tym stylu. Nie umiem adekwatnie
porównywać. Po prostu chcę robić to co inni i być taka jak oni.
Pasmo włosów wyślizgnęło mi się zza ucha i już
miałam je odgarnąć kiedy zrobił to Tymon. To był moment jego dłoń na mojej
twarzy. Ale dla mnie to było jak wieczność przez którą tonęłam w jego oczach.
Widziałam w nich głębie i nie potrafiłam dostrzec dna. Patrzyliśmy sobie w oczy
stojąc osłupieni w świątyni Demeter. I nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej
różdżki. Czar prysł. On szybko odsunął dłoń i schował ją za plecami a ja
spuściłam wzrok. Może po prostu nie chcieliśmy tego ciągnąć a może uznaliśmy że
jest niewłaściwe.
-Chodźmy dalej.- powiedziałam z ogromną powagą
-Dobrze, możemy się przejść. Wszystko co
najważniejsze już ci powiedziałam. Teraz ty mów.
-O czym mam mówić? Jestem nudna. Połowę życia
spędziłam od rozkazami Starszyzny a drugą obmyślając plan ucieczki.- on
przecież i tak wiedział o mnie wszystko co musiał
-To opowiedz o tych zwykłych, błahych
sprawach. Jak spędzałaś wolny czas, jakie były twoje marzenia, jaki jest twój
ulubiony kolor. Jeśli masz tu zostać to chciałbym cię chociaż trochę znać.- powiedział
jeśli co znaczy iż nie był pewny
-Dobra ale mi tu nie zaśnij, ok?
-Niczego nie obiecuje.- mrugnął do mnie
porozumiewawczo
-Od zawsze byłam odmieńcem. Przez mój
wygląd i nastawienie. Byłam po prostu inna. Uczyłam się źle. Nie chciałam znać
tych bredni z podręczników. Same kłamstwa. Więc w wolnym czasie nie miałam za
bardzo co robić. Uczyłam się walki. Chciałam umieć przetrwać w lecie. I
spróbować dotrzeć gdzie byłabym akceptowana. Czytałam wykradzione książki, te
mówiące prawdę. Były piękne. Od zawsze marzyłam tylko i wyłącznie o
akceptacji wyrwaniu się z klatki, w
której więziła mnie Starszyzna. Oprócz tego chciałam dowiedzieć się kim są moi
rodzice, poznać siebie i dowiedzieć się kim naprawdę jestem. Mój ulubiony kolor
to czerwony. Jest ognisty, niezależny. Taki jak ja- buntowniczy, nie przyjmuje
rozkazów. Myślę, że to właśnie ten żywioł zawsze był mi najbliższy- ogień. Jest
tak piękny a zarazem tak niebezpieczny. Teraz ty.
-Ja? No cóż. Mimo wszystko też nie miałem
ciekawego życia. Tylko, że moje miało od początku wyznaczony cel. Mam być
Unhasselie. Jeśli jakimś cudem Arwat będzie mieć dzieci to tylko nim, jeśli nie
czeka mnie los Arwata. A tego nie chce. Nigdy nie chciałem. Marzę by po prostu
żyć w spokoju, nie nadaję się na przywódcę. Nie chce nim być ale muszę. To nie
mój wybór. Ja lubię zielony. Jest spokojny, dający życie, stateczny, nie
wyróżnia się zbytnio. Tez chciałbym taki być. Twardy jak skała, nieugięty jak
stare drzewo.
W
tym momencie zrobiło mi się go żal. On nie miał wyboru. Musiał być tym im
nakazano mu być. Chociaż wcale nie chciał. Ja wybrałam sama.
-Przykro mi. Nie wiedziałam, że nie ma się
wyboru. Może nie całkiem cię rozumiem ale wiem jak to jest być tłumionym. –
spojrzał na mnie ponuro po czym nagle się ożywił
-Musimy iść. Obrady się skończyły.
Szliśmy pomiędzy małymi domkami i
rozmawialiśmy w drodze powrotnej. Mieszkańcy
dziwnie się na nas patrzyli, niecodziennie przybywał do wioski ktoś nowy. Księżyc
powoli zachodził a spotkanie z Unhasselie było nieuniknione. Nie bardzo miałam
na to ochotę. A może okaże się, że to sen i obudzę się z rażącym słońcem za
pasem w domu moich opiekunów uwięziona przez Starszyznę. To by było okropne.
Nie wiem co bym w takim wypadku zrobiła, pewnie uciekła. Staliśmy u bram
świątyni i chwilę później Tymon prowadził mnie tam gdzie Rada miała swoje
obrady. Chyba miał mnie tam wprowadzić.
Przy
stole siedziało czterech rosłych mężczyzn w tym Devon. Wszyscy byli do niego
podobni: dobrze zbudowani i z brązowymi włosami. Devon wstał i przedstawił mnie
a potem mężczyzn: Łukasza, Fabiana i Arwata Damiana. Chwilę później Damian
wstał i obwieścił coś co wywróciło moje życie do góry nogami jeszcze bardziej.
-Tak jak myślałem. Oto Helen. Moja
uprowadzona przez Starszyznę ludzi córka. Przyszła Arwat Unhasselie.
Nie
wiedziałam co powiedzieć. Stałam w pełnym otępieniu i wpatrywałam się w mojego
domniemanego ojca tempo. W gardle ściskała mnie wielka gula. Ta opcja była
całkiem logiczna. Wszystko by się zgadzało. Te moje dziwne zdolności i wizje.
Nasuwało mi się tylko jedno pytanie: Jak? Dlaczego zostałam adoptowana i skąd
wzięłam się u Starszyzny? Arwat mówił, że zostałam uprowadzona. Ale przez kogo?
Przez członków Starszyzny? Czy oni wiedzieli o wiosce i porwali mnie aby dopiec
wilkom? Nagle te wszystkie myśli zniknęły a w zamian pojawiła się jedna: pozornie ta sama rada Unhasselie przy tym
samym stole. Jednak z innymi członkami. Ze mną jako Arwatem i siedzącym po
mojej prawej Tymonem jako Unhasselie, po mojej prawej Nathaniel a naprzeciwko Michael.
Idealna rada- ze mną uwładzy. Jako decydujący głos. Arwat o wielkiej mocy.
Władca nad władcami. I w głowie zaczęło
mi szumieć to właśnie słowo: władza. Oznacza niezależność ale też
odpowiedzialność, uwiązanie. Słowo idealne. Jak dla mnie wewnętrznie sprzeczne.
-Helen wszystko dobrze?- ten głos należał
do Devona, który przerwał moje rozmyślania
-T-tak.- starałam się brzmieć pewnie ale
głos mi drżał
-Oświadczam więc koniec obrad. Możecie się
rozejść. Ty także Devonie. Chcę porozmawiać z Helen.
Wszyscy wyszli, zostaliśmy sami. Wielkie
hebanowe drzwi zaskrzypiały co symbolizowało odejście ostatniego członka Rady.
-A więc jesteś moim ojcem? To dlatego mam
te wszystkie dary?- zapytałam prosto z mostu i jak to miałam w zwyczaju
-Tak, jestem twoim ojcem. Ale powiedz
mi jakie posiadasz dary?
-Te urywki przyszłości i przyszłości w
snach, wyczuwanie cudzych intencji, czułam moc świątyni. Nie umiem tego
wszystkiego wyjaśnić. Ale jeśli ty jesteś moim ojcem to moja matka…?
-Nie żyje. Starszyzna ją zabiła bo nie
chciała cię oddać. Jesteś do niej bardzo podobna. Ona też była potężna. I była
wyrocznią. Wiedziała, że będziesz wyjątkowa, niepowtarzalna. Kiedyś
powiedziała, że za swojego panowania przyniesiesz rewolucję. Wydaje mi się
teraz, gdy na ciebie patrzę, że miała racje. Jesteś niezależna, buntownicza i
odważna. Umiesz się stawiać ale jest jedna rzecz, która może cię zgubić. Nie
ufasz ludziom. Nie winię cię, każdy z nas stałby się taki żyjąc wśród ludzi, którzy go porwali. I to ludzi, którzy tylko kłamią. Działał twój instynkt.
Broniłaś się przed nimi budując mur aby nie poznali twojego umysłu, ciebie.
Tutaj wszyscy czują to na kilometr.
O
mojej matce mówił ze smutkiem, pewnie bardzo ja kochał. I jeszcze nie do końca
uporał się z jej stratą. Pewnie obwinia siebie i ja też powinnam ale nie
potrafię się winić za śmierć matki, której nie znałam. Choć teraz bardzo by mi
się przydała. Od razu widać było też, że żywi szczerą nienawiść do ludzi a
zwłaszcza do Starszyzny, która nie oszukujmy się- swego czasu odebrała mu
wszystko co było dla niego ważne.
-Masz jakieś jej zdjęcia… tato?-
nie wiedziałam za bardzo jak się o niego zwracać
-Pokażę ci jutro. Możesz do mnie
mówić tato. Teraz musisz odpocząć. Tymon odprowadzi cię do pokoju. Chyba, że masz jeszcze jakieś
pytania. – o co chodziło z tym Tymonem, ciągle tylko Tymon to, Tymon tamto
-Tylko jedno. Będę umiała zmieniać
się w wilka?
-Oczywiście. Tylko musisz to w
sobie wyzwolić. Nauczyć się. Od jutra
będziesz ćwiczyć w świątyni. Właśnie tam ze względu na moc, która pomoże ci w
pierwszej przemianie. Nie boli. Jeżeli raz to zrobisz później będzie łatwo. Ale
ostrzegam cię. To może trwać nawet kilka tygodni. Ja sam ćwiczyłem miesiąc
zanim się udało.
-Rozumiem.
Odwróciłam się na pięcie i zaczęłam iść w
kierunku drzwi. Gdy już miałam je otwierać uznałam ze niegrzecznie byłoby wyjść
bez pożegnania.
-Dobranoc-powiedziałam na co
ojciec skinął głową
Drzwi były dość ciężkie jednak bez problemu je
otworzyłam. Tymon już czekał na zewnątrz. Ciekawe czy cały czas tam stał czy ktoś
go zawołał. Swoją drogą ojciec nie ruszał się z Sali więc nie było mowy o
przekazaniu Tymonowi wiadomości. Telepatia? Następnym razem o to zapytam.
Tymczasem Tymon zaczął prowadzić mnie krętymi korytarzami ku mojej nowej
sypialni.
-Jutro przyjdę cię sprowadzić na
śniadanie, które odbędzie się o dziewiętnastej. Później sprowadzę cię na
trening. Musisz nadgonić poziom więc Devon poprosił mnie i Michaela żebyśmy cię
podszkolili. Pokój dzielisz z pozostałymi dziewczynami. Mam nadzieję , że ci to
nie przeszkadza. Później ojciec poszuka ci własnego jeżeli będziesz chciała. Ja
i chłopaki mamy ten naprzeciwko. Jeżeli będziesz chciała coś jeszcze wiedzieć
pytaj. Nieważne kogo. Wszyscy jesteśmy do twoich usług.- nie spodobał mi się
oficjalny ton jego wypowiedzi
-Nie musisz być dla mnie miły
tylko dlatego, że musisz. Chcę być tolerowana za to kim jestem a nie za to kim
jest mój ojciec. I nie potrzebuję niańki. Umiem radzić sobie sama.-
powiedziałam to tak ostrym tonem, że mógłby ciąć napiętą atmosferę wokół nas
-Nie jestem dla ciebie miły z
powodu ojca. Po prostu wiem jak to jest być nowym. Poza tym tu jest inaczej. I
musisz nauczyć się polegać na innych, ufać im. Musisz umieć rozróżnić sytuacje,
w których poradzisz sobie sama od tych które wymagają kilku osób do pomocy.
Jeżeli masz byś Arwatem musisz to zrozumieć. Tutaj jest twój pokój.
-Dziękuję, dobranoc.
Weszłam do środka gdzie były już roześmiane
dziewczyny. Pokój był ogromny. Przy ścianach stały trzy łóżka a obok każdego z
nich spora komoda. Łóżka były drewniane
a pościel z pierza. Komoda także staromodnie drewniana z drewna mahoniowego.
Ściany były zielone. Na jednej z nich wisiał wielki stary zegar. Był drewniany
a kształtem przypominał korę drzewa. Łóżko koło mnie zajmowała Samantha a
naprzeciwko niej Lis, zaś równolegle do mojego stało łóżko Kath.
-To jak? Przyszła pani Arwat.
Tymon cię odprowadził?- to Lis dopytywała się zgodnie ze swoją porywczą naturą
o wszystko
-Jest w porządku. Tu jest
niesamowicie. Moc jaka bije od tego miejsca a zwłaszcza od świątyni jest wprost
niewyobrażalna.-w tym momencie jeszcze raz
przeżyłam ogrom tej mocy do tego stopnia że wstrząsnął mną dreszcz
-Niesamowite, co? Ja nie wyczuwam
tego aż tak bardzo bo nigdy nie będę Arwatem, ba nawet Unhasselie bo to nie
moje miejsce ale i tak czuje tą moc. Chociaż dociera do mnie w minimalnym
stopni.- Lis gadała jak najęta
-W takim razie kto poza mną i
Tymonem będzie Unhasselie naszego pokolenia?
-Nathaniel i Michael. My nie
jesteśmy takimi dziećmi szczęścia jak wy i nie jesteśmy pierworodni. Teoretycznie
Jared i Jordan też mogliby się o to miejsce ubiegać ale zwyczajnie nie chcą.
Ich ojciec był synem Unhasselie ale
zmarł zanim objął rządy wiec zrobił to jego brat. To stanowisko należy się im
ale nie chcą o nie walczyć z Michaelem. Moim zdaniem robią źle bo Michael kiedy
naprawdę władza uderzy mu do głowy może stać się nieobliczalny. Bez urazy Sam.
Wiem, że to twój brat ale w nim jest zwyczajnie coś…coś innego. To się czuje.
Ten chłód i obojętność bijące z jego oczu.- Kath była naprawdę mądra i umiała
wyrazić swoje zdanie nie urażając przy tym nikogo
-Wiem, martwi mnie to. Ale
miałyśmy wprowadzić w to wszystko Helen a nie rozprawiać o odmiennej naturze
mojego brata. Tak więc jak pewnie zauważyłaś mamy nieco inny rytm dnia niż
zwykli ludzie. Lepiej widzimy w ciemności a księżyc zdecydowanie dodaje nam
sił. Dlatego śniadanie odbywa się o dziewiętnastej. Spać chodzimy kiedy chcemy.
Sen nie jest dla nas konieczny w tak dużych ilościach jak ludziom. Trzy-cztery godziny
snu w zupełności wystarczają. Jeść też nie musimy zbyt wiele. Wystarczy
odpowiednia dzienna ilość tłuszczów roślinnych dostarczona do organizmu. Wynika
to z naszego oszczędnego korzystania z energii. Potrzebujemy jej mniej przynajmniej takiej jak
ludzie. –Samanta była rzeczowa
-Ciekawe. Skoro jak mówisz korzystamy z innej energii niż ludzie to jakiego rodzaju jest
ta energia? I dlaczego uważacie że Michael ma odmienną naturę? Ja nic
niepokojącego w nim nie zauważyłam.
-Potrzebna
nam energia którą niosą promienie księżyca. Przy ich wpływie nasz organizm
wytwarza specyficzny rodzaj energii dzięki któremu funkcjonujemy. Oczywiście
możemy żyć bez niej ale nasze zmysły nie są wtedy w pełni sprawne a my sami
stajemy się podobni do ludzi i odczuwamy silniejszy głód oraz potrzebę snu co
oznacza mniejszą skuteczność w razie walki. Co do Michaela to chyba kwestia….
-Michael po
prostu jest dziwny. Często kwestionuje rozkazy Rady i od dziecka mówi o
obaleniu systemu. Naturalnie tylko wtedy kiedy jego ojciec nie słyszy. Wszyscy
podejrzewamy, że jego zachowanie doprowadzi do buntu, on sam prawdopodobnie
weźmie w nim udział a prawdopodobieństwo, że zginie jest bardzo wysokie. Nie
wiem co chce zyskać krytykując system władzy jaki mamy obecnie. Jest dobrze.
Wystarczająco dużo sporów mamy ze Starszyzną. On nie musi dokładać problemów. –Lis
w ogóle się nie krępowała przerwaniem wypowiedzi swojej bliźniaczki
-Jakie
kłopoty ze Starszyzną?
-Nie uznają
naszej inności. Dobra. Jeżeli chcemy żeby Helen się wyspała. A chcemy, to
musimy się położyć.- powiedziała Kath
Po tych słowach wszystko wydarzyło się bardzo
szybko. Do pokoju wpadł Jared i ogłosił alarm. Wiedziałam, że coś się stało.
Coś złego. Czułam to. Kath zaczęła zbierać potrzebne jej rzeczy w lekkim
roztargnieniu, Lis robiła to co jej bliźniaczka tylko pewniej a Sam nabazgrała
coś na kartce, którą chwilę później mi podała i powiedziała:
-Daj to
Michaelowi. On będzie wiedział co zrobić.
Pokiwałam głową i ruszyłam do pokoju
chłopaków. Byli tam tylko Tymon i Michael. Podeszłam do tego drugiego i nic nie
mówiąc podałam kartkę. W trakcie czytania mięśnie jego twarzy coraz bardziej
się napinały.
-Wychodzi na to, że idziesz z nami.
-Ale gdzie? Po co?
-Dziewczyny nie mówiły ci co oznacza
alarm? Pominęły to kiedy stoimy u bram wojny z ludźmi? Arwat nie żyje. Przykro
mi. Teraz oprócz wojny z ludźmi czeka nas jeszcze ta o władzę. Musimy więc
wcielić w życie mój plan. A ty nam pomożesz. Bo nie chcesz stracić jedynego
miejsca gdzie ktoś cie rozumie, jest taki jak ty, nie uważa cię za anomalie,
prawda?
Mój ojciec nie żyje. Może to dziwne ale nie
zabolało mnie to zbytnio, świat nie runął a życie toczyło się dalej. Nie znałam
go długo, zaledwie jeden wieczór. I jedyne co mogłam dla niego zrobić to niedopuszczenie o
walki o jego władzę, zniszczenia jego świata, któremu się poświęcił.
-To co mam robić?- zapytałam nie okazując jakichkolwiek uczuć
-Na razie wystarczy, że jesteś z nami.
Teraz zostaniesz tutaj z Tymonem. On nauczy cie jak zmieniać się w wilka.
Uważam, że z twoja mocą nie zajmie to zbyt długo. Ja załatwię parę spraw na
dole. W trakcie treningu Tymon opowie ci o co w tym wszystkim chodzi bo teraz
na pewno niezbyt wiele rozumiesz.
-Dobrze.
Faktycznie mało rozumiałam. Wiedziałam tylko,
że jest wojna a ja stałam się w niej kimś ważnym. I musiałam nauczyć się
zmieniać w wilka aby czemuś zapobiec. Jeszcze nie wiedziałam czemu ale na pewno
było to straszne.
Nie wiem czemu, ale zdaję mi się, że opisując wygląd Tymona inspirowałaś się trochę Black'iem (obojętnie którym, bo wyglądają identycznie). Ogólnie pomysł na miniaturki jest świetny. To trochę zabawne, (choć nie powinno) że Helen ledwo poznała swojego ojca a ten już jest martwy. Aczkolwiek... A dobra już rozumiem! Bardzo fajna notka.
OdpowiedzUsuńGorąco pozdrawiam Amelia
Na konkurs pisałam ;v
UsuńInspirowałam się taką jedną osobą, którą znam w rzeczywistości. Ogólnie to kocham brunetów <3
Rodzice mi zawsze przeszkadzają, szybko ich usuwam w cień/dal/robię psychopatów, ale to już chyba zauważyłaś xD
~Vichi