niedziela, 22 czerwca 2014

W pułapce 2/3



 Staliśmy oboje, naprzeciw siebie nie wiedząc co zrobić, co powiedzieć. Nie umiejąc zrobić nic by zakończyć tą głucha cisze, która stworzyła między nami niewidzialną barierę. Postanowiłam za wszelką cenę ją skruszyć, przerwać milczenie ale problem tkwił w tym, że nie wiedziałam co powiedzieć. W końcu jednak to on przemówił pierwszy:
-To przejdźmy się po mieście a ja w tym czasie będę cię zanudzał wykładami.
-Mi pasuję.
 Chciałam coś o nich wiedzieć więc starałam się słuchać uważnie. Najpierw poszliśmy do świątyni gdzie Tymon opowiadał mi o obrzędach związanych z Demeter i o samej bogini. Świątynia była piękna, cała w złocie. Na środku pomieszczenia jeśli tak mogłam to nazwać widniała piękna fontanna, z której tryskała źródlana woda.  Na jej górze szczytował piękny posąg Demeter odziany w złote szaty z wiankiem żywych kwiatów na głowie i koszykiem obfitych zbiorów w ręku.  Wokół fontanny poustawiane były świece koloru fioletowego. Przy jednej ze ścian rozpościerało się coś na kształt pola kwiatów o czerwonej barwie a w rogach stały piękne równo przystrzyżone małe drzewka. Kolumny sprawiały, że w świątyni był swobodny przepływ powietrza i dało się wyczuć aurę obecności żywiołów.
-Demeter po ofiarowaniu nam daru wyznaczyła czterech najmężniejszych, najsprytniejszych, najmądrzejszych i najbardziej oddanych na Unhasselie co oznacza ze starożytnego języka ojcowie klanów a temu z nich który oprócz tych cech był kompatybilny ze wszystkimi żywiołami został Arwat Unhasselie czyli Strażnikiem ojców. Jeśli chodzi o kompatybilność z żywiołami jest wiele wersji. Ja osobiście uważam za słuszna tą która mówi, że umiał on osiągać równowagę mentalną, odnajdywać punkt gdzie wszystkie żywioły stykają się i napawają go mocą. To oczywiście tylko hipoteza zbudowana na podstawie jednej z wielu umiejętności Arwat Unhasselie. Od tamtego dnia oddajemy cześć Demeter podczas żniw a także przy zaćmieniach słońca. Wtedy Strażnicy Ojców szukają  punktu równowagi i w miejscu gdzie się owy punkt znajduje robią ognisko z zbóż wokół którego tańczą najmniejsze dziewczynki z długimi włosami. Wygląda to naprawdę pięknie zwłaszcza kiedy wokół zaczynają sypać się iskierki z ognia. Podczas zaćmienia słońca wygląda to podobnie, tylko że wtedy wszyscy mają na sobie specjalne rytualne szaty. Ta świątynia została wybudowana jako pierwsza kiedy przodkowie przybyli w to miejsce. Kiedy postanowili zostać plemieniem osiadłym. Bo byliśmy swego rodzaju plemieniem. Na czym to ja skończyłem? Ach, tak. Świątynia została wybudowana jako podziękowanie dla bogini za znalezienie miejsca nadającego się do osiedlenia. W późniejszych czasach dobudowano do niej kwaterę Rady jak nazwali się wszyscy Unhasselie wraz z Arwatem. Uznano bowiem, że Rada jako najważniejsza wśród nas powinna mieć ochronę od samej Bogini.
-Ale to nie ma najmniejszego sensu. Przecież ona i tak jest przy nich, chroni ich mocą. Tą samą, którą ich obdarzyła.- powiedziałam zdziwiona
-Chyba nie rozumiesz. Będąc blisko źródła skąd mogą czerpać moc w razie niebezpieczeństwa chronią całą wioskę. Źródło wyczuwa niebezpieczeństwo i wytwarza moc którą oni mogą posiąść do obrony. Właśnie dlatego jest tam fontanna. I świece, okna oraz kwiaty. Symbole żywiołów, natury, mocy naturalnej.- teraz rozumiałam czemu było tu czuć tak swobodnie krążącą energię.
-Stąd bije taka niesamowita aura. Czuć przepływ mocy. I potęgę bijącą od tego miejsca. To cudowne.- nawet nie zauważyłam, że wypowiedziałam te słowa na głos
-To prawda. Ale to jest kolejna rzecz, której nie powinnaś czuć. Jak wspominałem szczególną więź z żywiołami mają Arwat Unhasselie i to oni wyczuwają szczególnie moc od nich bijącą. To naprawdę zadziwiające. Twoje umiejętności. Dary. One są dziedziczne. Jesteś inna. W dobrym tego słowa znaczeniu.- jeżeli to miało mnie ucieszyć to nie zadziałało
 Ja nie chciałam być inna. Chciałam po prostu gdzieś pasować, przynależeć. Być taka jak inni. Ale oczywiście zawsze musiałam odstawać. Jakbym była zaproszona na przyjęcie maskowe i zapomniała maski. Albo coś w tym stylu. Nie umiem adekwatnie porównywać. Po prostu chcę robić to co inni i być taka jak oni.
 Pasmo włosów wyślizgnęło mi się zza ucha i już miałam je odgarnąć kiedy zrobił to Tymon. To był moment jego dłoń na mojej twarzy. Ale dla mnie to było jak wieczność przez którą tonęłam w jego oczach. Widziałam w nich głębie i nie potrafiłam dostrzec dna. Patrzyliśmy sobie w oczy stojąc osłupieni w świątyni Demeter. I nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Czar prysł. On szybko odsunął dłoń i schował ją za plecami a ja spuściłam wzrok. Może po prostu nie chcieliśmy tego ciągnąć a może uznaliśmy że jest niewłaściwe.
 -Chodźmy dalej.- powiedziałam z ogromną powagą
-Dobrze, możemy się przejść. Wszystko co najważniejsze już ci powiedziałam. Teraz ty mów.
-O czym mam mówić? Jestem nudna. Połowę życia spędziłam od rozkazami Starszyzny a drugą obmyślając plan ucieczki.- on przecież i tak wiedział o mnie wszystko co musiał
-To opowiedz o tych zwykłych, błahych sprawach. Jak spędzałaś wolny czas, jakie były twoje marzenia, jaki jest twój ulubiony kolor. Jeśli masz tu zostać to chciałbym cię chociaż trochę znać.- powiedział jeśli co znaczy iż nie był pewny
-Dobra ale mi tu nie zaśnij, ok?
-Niczego nie obiecuje.- mrugnął do mnie porozumiewawczo
-Od zawsze byłam odmieńcem. Przez mój wygląd i nastawienie. Byłam po prostu inna. Uczyłam się źle. Nie chciałam znać tych bredni z podręczników. Same kłamstwa. Więc w wolnym czasie nie miałam za bardzo co robić. Uczyłam się walki. Chciałam umieć przetrwać w lecie. I spróbować dotrzeć gdzie byłabym akceptowana. Czytałam wykradzione książki, te mówiące prawdę. Były piękne. Od zawsze marzyłam tylko i wyłącznie o akceptacji  wyrwaniu się z klatki, w której więziła mnie Starszyzna. Oprócz tego chciałam dowiedzieć się kim są moi rodzice, poznać siebie i dowiedzieć się kim naprawdę jestem. Mój ulubiony kolor to czerwony. Jest ognisty, niezależny. Taki jak ja- buntowniczy, nie przyjmuje rozkazów. Myślę, że to właśnie ten żywioł zawsze był mi najbliższy- ogień. Jest tak piękny a zarazem tak niebezpieczny. Teraz ty.
-Ja? No cóż. Mimo wszystko też nie miałem ciekawego życia. Tylko, że moje miało od początku wyznaczony cel. Mam być Unhasselie. Jeśli jakimś cudem Arwat będzie mieć dzieci to tylko nim, jeśli nie czeka mnie los Arwata. A tego nie chce. Nigdy nie chciałem. Marzę by po prostu żyć w spokoju, nie nadaję się na przywódcę. Nie chce nim być ale muszę. To nie mój wybór. Ja lubię zielony. Jest spokojny, dający życie, stateczny, nie wyróżnia się zbytnio. Tez chciałbym taki być. Twardy jak skała, nieugięty jak stare drzewo.
 W tym momencie zrobiło mi się go żal. On nie miał wyboru. Musiał być tym im nakazano mu być. Chociaż wcale nie chciał. Ja wybrałam sama.
-Przykro mi. Nie wiedziałam, że nie ma się wyboru. Może nie całkiem cię rozumiem ale wiem jak to jest być tłumionym. – spojrzał na mnie ponuro po czym nagle się ożywił
-Musimy iść. Obrady się skończyły.
 Szliśmy pomiędzy małymi domkami i rozmawialiśmy w drodze powrotnej.  Mieszkańcy dziwnie się na nas patrzyli, niecodziennie przybywał do wioski ktoś nowy. Księżyc powoli zachodził a spotkanie z Unhasselie było nieuniknione. Nie bardzo miałam na to ochotę. A może okaże się, że to sen i obudzę się z rażącym słońcem za pasem w domu moich opiekunów uwięziona przez Starszyznę. To by było okropne. Nie wiem co bym w takim wypadku zrobiła, pewnie uciekła. Staliśmy u bram świątyni i chwilę później Tymon prowadził mnie tam gdzie Rada miała swoje obrady. Chyba miał mnie tam wprowadzić.
 Przy stole siedziało czterech rosłych mężczyzn w tym Devon. Wszyscy byli do niego podobni: dobrze zbudowani i z brązowymi włosami. Devon wstał i przedstawił mnie a potem mężczyzn: Łukasza, Fabiana i Arwata Damiana. Chwilę później Damian wstał i obwieścił coś co wywróciło moje życie do góry nogami jeszcze bardziej.
-Tak jak myślałem. Oto Helen. Moja uprowadzona przez Starszyznę ludzi córka. Przyszła Arwat Unhasselie.
 Nie wiedziałam co powiedzieć. Stałam w pełnym otępieniu i wpatrywałam się w mojego domniemanego ojca tempo. W gardle ściskała mnie wielka gula. Ta opcja była całkiem logiczna. Wszystko by się zgadzało. Te moje dziwne zdolności i wizje. Nasuwało mi się tylko jedno pytanie: Jak? Dlaczego zostałam adoptowana i skąd wzięłam się u Starszyzny? Arwat mówił, że zostałam uprowadzona. Ale przez kogo? Przez członków Starszyzny? Czy oni wiedzieli o wiosce i porwali mnie aby dopiec wilkom? Nagle te wszystkie myśli zniknęły a w zamian pojawiła się jedna:  pozornie ta sama rada Unhasselie przy tym samym stole. Jednak z innymi członkami. Ze mną jako Arwatem i siedzącym po mojej prawej Tymonem jako Unhasselie, po mojej prawej Nathaniel a naprzeciwko Michael. Idealna rada- ze mną uwładzy. Jako decydujący głos. Arwat o wielkiej mocy. Władca nad władcami.  I w głowie zaczęło mi szumieć to właśnie słowo: władza. Oznacza niezależność ale też odpowiedzialność, uwiązanie. Słowo idealne. Jak dla mnie wewnętrznie sprzeczne.
-Helen wszystko dobrze?- ten głos należał do Devona, który przerwał moje rozmyślania
-T-tak.- starałam się brzmieć pewnie ale głos mi drżał
-Oświadczam więc koniec obrad. Możecie się rozejść. Ty także Devonie. Chcę porozmawiać z Helen.
 Wszyscy wyszli, zostaliśmy sami. Wielkie hebanowe drzwi zaskrzypiały co symbolizowało odejście ostatniego członka  Rady.
-A więc jesteś moim ojcem? To dlatego mam te wszystkie dary?- zapytałam prosto z mostu i jak to miałam w zwyczaju
-Tak, jestem twoim ojcem. Ale powiedz mi jakie posiadasz dary?
-Te urywki przyszłości i przyszłości w snach, wyczuwanie cudzych intencji, czułam moc świątyni. Nie umiem tego wszystkiego wyjaśnić. Ale jeśli ty jesteś moim ojcem to moja matka…?
-Nie żyje. Starszyzna ją zabiła bo nie chciała cię oddać. Jesteś do niej bardzo podobna. Ona też była potężna. I była wyrocznią. Wiedziała, że będziesz wyjątkowa, niepowtarzalna. Kiedyś powiedziała, że za swojego panowania przyniesiesz rewolucję. Wydaje mi się teraz, gdy na ciebie patrzę, że miała racje. Jesteś niezależna, buntownicza i odważna. Umiesz się stawiać ale jest jedna rzecz, która może cię zgubić. Nie ufasz ludziom. Nie winię cię, każdy z nas stałby się taki  żyjąc wśród ludzi, którzy go porwali. I to ludzi, którzy tylko kłamią. Działał twój instynkt. Broniłaś się przed nimi budując mur aby nie poznali twojego umysłu, ciebie. Tutaj wszyscy czują to na kilometr.
 O mojej matce mówił ze smutkiem, pewnie bardzo ja kochał. I jeszcze nie do końca uporał się z jej stratą. Pewnie obwinia siebie i ja też powinnam ale nie potrafię się winić za śmierć matki, której nie znałam. Choć teraz bardzo by mi się przydała. Od razu widać było też, że żywi szczerą nienawiść do ludzi a zwłaszcza do Starszyzny, która nie oszukujmy się- swego czasu odebrała mu wszystko co było dla niego ważne. 
-Masz jakieś jej zdjęcia… tato?- nie wiedziałam za bardzo jak się o niego zwracać
-Pokażę ci jutro. Możesz do mnie mówić tato. Teraz musisz odpocząć. Tymon odprowadzi  cię do pokoju. Chyba, że masz jeszcze jakieś pytania. – o co chodziło z tym Tymonem, ciągle tylko Tymon to, Tymon tamto
-Tylko jedno. Będę umiała zmieniać się w wilka?
-Oczywiście. Tylko musisz to w sobie wyzwolić. Nauczyć się.  Od jutra będziesz ćwiczyć w świątyni. Właśnie tam ze względu na moc, która pomoże ci w pierwszej przemianie. Nie boli. Jeżeli raz to zrobisz później będzie łatwo. Ale ostrzegam cię. To może trwać nawet kilka tygodni. Ja sam ćwiczyłem miesiąc zanim się udało.
-Rozumiem.
 Odwróciłam się na pięcie i zaczęłam iść w kierunku drzwi. Gdy już miałam je otwierać uznałam ze niegrzecznie byłoby wyjść bez pożegnania.
-Dobranoc-powiedziałam na co ojciec skinął głową
 Drzwi były dość ciężkie jednak bez problemu je otworzyłam. Tymon już czekał na zewnątrz. Ciekawe czy cały czas tam stał czy ktoś go zawołał. Swoją drogą ojciec nie ruszał się z Sali więc nie było mowy o przekazaniu Tymonowi wiadomości. Telepatia? Następnym razem o to zapytam. Tymczasem Tymon zaczął prowadzić mnie krętymi korytarzami ku mojej nowej sypialni.
-Jutro przyjdę cię sprowadzić na śniadanie, które odbędzie się o dziewiętnastej. Później sprowadzę cię na trening. Musisz nadgonić poziom więc Devon poprosił mnie i Michaela żebyśmy cię podszkolili. Pokój dzielisz z pozostałymi dziewczynami. Mam nadzieję , że ci to nie przeszkadza. Później ojciec poszuka ci własnego jeżeli będziesz chciała. Ja i chłopaki mamy ten naprzeciwko. Jeżeli będziesz chciała coś jeszcze wiedzieć pytaj. Nieważne kogo. Wszyscy jesteśmy do twoich usług.- nie spodobał mi się oficjalny ton jego wypowiedzi
-Nie musisz być dla mnie miły tylko dlatego, że musisz. Chcę być tolerowana za to kim jestem a nie za to kim jest mój ojciec. I nie potrzebuję niańki. Umiem radzić sobie sama.- powiedziałam to tak ostrym tonem, że mógłby ciąć napiętą atmosferę wokół nas
-Nie jestem dla ciebie miły z powodu ojca. Po prostu wiem jak to jest być nowym. Poza tym tu jest inaczej. I musisz nauczyć się polegać na innych, ufać im. Musisz umieć rozróżnić sytuacje, w których poradzisz sobie sama od tych które wymagają kilku osób do pomocy. Jeżeli masz byś Arwatem musisz to zrozumieć. Tutaj jest twój pokój.
-Dziękuję, dobranoc.
 Weszłam do środka gdzie były już roześmiane dziewczyny. Pokój był ogromny. Przy ścianach stały trzy łóżka a obok każdego z nich spora komoda.  Łóżka były drewniane a pościel z pierza. Komoda także staromodnie drewniana z drewna mahoniowego. Ściany były zielone. Na jednej z nich wisiał wielki stary zegar. Był drewniany a kształtem przypominał korę drzewa. Łóżko koło mnie zajmowała Samantha a naprzeciwko niej Lis, zaś równolegle do mojego stało łóżko Kath.
-To jak? Przyszła pani Arwat. Tymon cię odprowadził?- to Lis dopytywała się zgodnie ze swoją porywczą naturą o wszystko
-Jest w porządku. Tu jest niesamowicie. Moc jaka bije od tego miejsca a zwłaszcza od świątyni jest wprost niewyobrażalna.-w tym momencie jeszcze raz  przeżyłam ogrom tej mocy do tego stopnia że wstrząsnął mną dreszcz
-Niesamowite, co? Ja nie wyczuwam tego aż tak bardzo bo nigdy nie będę Arwatem, ba nawet Unhasselie bo to nie moje miejsce ale i tak czuje tą moc. Chociaż dociera do mnie w minimalnym stopni.- Lis gadała jak najęta
-W takim razie kto poza mną i Tymonem będzie Unhasselie naszego pokolenia?
-Nathaniel i Michael. My nie jesteśmy takimi dziećmi szczęścia jak wy i nie jesteśmy pierworodni. Teoretycznie Jared i Jordan też mogliby się o to miejsce ubiegać ale zwyczajnie nie chcą. Ich ojciec  był synem Unhasselie ale zmarł zanim objął rządy wiec zrobił to jego brat. To stanowisko należy się im ale nie chcą o nie walczyć z Michaelem. Moim zdaniem robią źle bo Michael kiedy naprawdę władza uderzy mu do głowy może stać się nieobliczalny. Bez urazy Sam. Wiem, że to twój brat ale w nim jest zwyczajnie coś…coś innego. To się czuje. Ten chłód i obojętność bijące z jego oczu.- Kath była naprawdę mądra i umiała wyrazić swoje zdanie nie urażając przy tym nikogo
-Wiem, martwi mnie to. Ale miałyśmy wprowadzić w to wszystko Helen a nie rozprawiać o odmiennej naturze mojego brata. Tak więc jak pewnie zauważyłaś mamy nieco inny rytm dnia niż zwykli ludzie. Lepiej widzimy w ciemności a księżyc zdecydowanie dodaje nam sił. Dlatego śniadanie odbywa się o dziewiętnastej. Spać chodzimy kiedy chcemy. Sen nie jest dla nas konieczny w tak dużych ilościach jak ludziom. Trzy-cztery godziny snu w zupełności wystarczają. Jeść też nie musimy zbyt wiele. Wystarczy odpowiednia dzienna ilość tłuszczów roślinnych dostarczona do organizmu. Wynika to z naszego oszczędnego korzystania z energii.  Potrzebujemy jej mniej przynajmniej takiej jak ludzie. –Samanta była rzeczowa
-Ciekawe. Skoro jak mówisz korzystamy z innej energii niż ludzie to jakiego rodzaju jest ta energia? I dlaczego uważacie że Michael ma odmienną naturę? Ja nic niepokojącego w nim nie zauważyłam.
-Potrzebna nam energia którą niosą promienie księżyca. Przy ich wpływie nasz organizm wytwarza specyficzny rodzaj energii dzięki któremu funkcjonujemy. Oczywiście możemy żyć bez niej ale nasze zmysły nie są wtedy w pełni sprawne a my sami stajemy się podobni do ludzi i odczuwamy silniejszy głód oraz potrzebę snu co oznacza mniejszą skuteczność w razie walki. Co do Michaela to chyba kwestia….
-Michael po prostu jest dziwny. Często kwestionuje rozkazy Rady i od dziecka mówi o obaleniu systemu. Naturalnie tylko wtedy kiedy jego ojciec nie słyszy. Wszyscy podejrzewamy, że jego zachowanie doprowadzi do buntu, on sam prawdopodobnie weźmie w nim udział a prawdopodobieństwo, że zginie jest bardzo wysokie. Nie wiem co chce zyskać krytykując system władzy jaki mamy obecnie. Jest dobrze. Wystarczająco dużo sporów mamy ze Starszyzną. On nie musi dokładać problemów. –Lis w ogóle się nie krępowała przerwaniem wypowiedzi swojej bliźniaczki
-Jakie kłopoty ze Starszyzną?
-Nie uznają naszej inności. Dobra. Jeżeli chcemy żeby Helen się wyspała. A chcemy, to musimy się położyć.- powiedziała Kath
 Po tych słowach wszystko wydarzyło się bardzo szybko. Do pokoju wpadł Jared i ogłosił alarm. Wiedziałam, że coś się stało. Coś złego. Czułam to. Kath zaczęła zbierać potrzebne jej rzeczy w lekkim roztargnieniu, Lis robiła to co jej bliźniaczka tylko pewniej a Sam nabazgrała coś na kartce, którą chwilę później mi podała i powiedziała:
-Daj to Michaelowi. On będzie wiedział co zrobić.
 Pokiwałam głową i ruszyłam do pokoju chłopaków. Byli tam tylko Tymon i Michael. Podeszłam do tego drugiego i nic nie mówiąc podałam kartkę. W trakcie czytania mięśnie jego twarzy coraz bardziej się napinały.
-Wychodzi na to, że idziesz z nami.
-Ale gdzie? Po co?
-Dziewczyny nie mówiły ci co oznacza alarm? Pominęły to kiedy stoimy u bram wojny z ludźmi? Arwat nie żyje. Przykro mi. Teraz oprócz wojny z ludźmi czeka nas jeszcze ta o władzę. Musimy więc wcielić w życie mój plan. A ty nam pomożesz. Bo nie chcesz stracić jedynego miejsca gdzie ktoś cie rozumie, jest taki jak ty, nie uważa cię za anomalie, prawda?
 Mój ojciec nie żyje. Może to dziwne ale nie zabolało mnie to zbytnio, świat nie runął a życie toczyło się dalej. Nie znałam go długo, zaledwie jeden wieczór. I jedyne co mogłam dla niego zrobić to niedopuszczenie o walki o jego władzę, zniszczenia jego świata, któremu się poświęcił.
-To co mam robić?- zapytałam nie okazując jakichkolwiek uczuć
-Na razie wystarczy, że jesteś z nami. Teraz zostaniesz tutaj z Tymonem. On nauczy cie jak zmieniać się w wilka. Uważam, że z twoja mocą nie zajmie to zbyt długo. Ja załatwię parę spraw na dole. W trakcie treningu Tymon opowie ci o co w tym wszystkim chodzi bo teraz na pewno niezbyt wiele rozumiesz.
-Dobrze.
 Faktycznie mało rozumiałam. Wiedziałam tylko, że jest wojna a ja stałam się w niej kimś ważnym. I musiałam nauczyć się zmieniać w wilka aby czemuś zapobiec. Jeszcze nie wiedziałam czemu ale na pewno było to straszne.

2 komentarze:

  1. Nie wiem czemu, ale zdaję mi się, że opisując wygląd Tymona inspirowałaś się trochę Black'iem (obojętnie którym, bo wyglądają identycznie). Ogólnie pomysł na miniaturki jest świetny. To trochę zabawne, (choć nie powinno) że Helen ledwo poznała swojego ojca a ten już jest martwy. Aczkolwiek... A dobra już rozumiem! Bardzo fajna notka.
    Gorąco pozdrawiam Amelia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na konkurs pisałam ;v
      Inspirowałam się taką jedną osobą, którą znam w rzeczywistości. Ogólnie to kocham brunetów <3
      Rodzice mi zawsze przeszkadzają, szybko ich usuwam w cień/dal/robię psychopatów, ale to już chyba zauważyłaś xD
      ~Vichi

      Usuń