Rozdział 7.
Właśnie otwierał
drzwi pokoju lecz zobaczył za nimi coś dziwnego, coś co go powstrzymało.
Jakby Fred Nie a może? Niby nie powinno
go to dziwić ale nigdy jeszcze nie widział swojego bliźniaka w takim stanie.
Był smutny, wyglądał jakby ktoś na niego rzucił krucjatusa. Ból wykrzywiał jego
twarz a po policzkach ciekły łzy. Zamknął drzwi. Postanowił zapukać. Gdyby on
był w takim stanie nie chciałby żeby ktoś to widział nawet Fred. Zapukał więc
1…2….3….4….5….6…..7….8……9…..10 razy i za dziesiątym usłyszał słowo proszę
wypowiedziane przez człowieka całkowicie załamanego, bez żadnej perspektywy na życie,
bez nikogo dla kogo warto rzyć.
-Obudziła się.
Dwa słowa a znaczą tak wiele.
Tak wiele mogą zmienić. Na twarz Freda, który stał teraz przede mną wstąpiła
nieopisana radość. Jakby ta jedna wiadomość przywróciła sens jego życia. W jego
oczach znów czaiły się wesołe ogniki.
-Jak ona się
czuję?
-Dobrze. Ogarnij
się trochę- przez trochę rozumiem baaaaaaardzo i idź na obiad ona tez tam
będzie. Ron- nasz brat podobno…
-Ta gnida nie
jest moim bratem i nie interesuję mnie jej los.
Wiedziałem, ze
tak zareaguje, mówił tak albo podobnie na każdą wzmiankę o Ronie. Chociażby
najmniejszą.
-Wiesz, ze mama
jest załamana. Nie zasmucaj jej jeszcze bardziej. Jest jej głupio z powodu
Hermiony, która jest dla niej jak córka i naprawdę nie wie jak się zachować.
Spróbuj reagować jak cywilizowany człowiek.
- Dobra, ale nie
oczekuj ode mnie szacunku wobec niego. Nikt nie może w taki sposób jej
traktować.
-Wpadłeś po
uszy.- mruknąłem
-Co?
Jeszcze chwilę
mierzył mnie wzrokiem po czym zniknął w toalecie. Wiedziałem, ze w tym roku
Miona zaczęła mu się podobać a w zasadzie to już w czwartej klasie ale w tym
roku przyznał się do tego przed samym
sobą. Miałem za braci samych kretynów. Postanowiłem to spisać Wziąłem
czystą kartkę papieru i zacząłem pisać.
Lista moich niewydarzonych kretyńskich braci.
-Percy- wyrzekł się rodziny dla pracy w ministerstwie
-Charlie-oświadczył się dziewczynie o której
tajemnicach nie miał zielonego pojęcia
-Bill- jeszcze nigdy nie miał dziewczyny (nie licząc
Flegmy, ale nie mam pewności, ze to dziewczyna)
-Ron- zaatakował Hermionę (rozumie się samo przez się)
-Fred- zabujał się w Mimi ale nie ma odwagi jej tego
powiedzieć
-Lee (mogę go uznać za brata)- buja się w MOJEJ
siostrze
-Harry – jest zły, ze Ginny chodzi z Blaisem chodź
uważa, ze nic do niej nie czuje. Mi tam Diabeł pasuje- ma przynamniej poczucie
humoru
I ja muszę
nimi wytrzymywać. Powinienem dostać Order Merlina Klasy I.
Po ukończeniu pisania kartkę szybko schowałem do skrytki pod łóżko. Od razu lepiej. Przynajmniej wiem na czym stoję. Ułożyłem się wygodnie na wyrku i po chwili wpadłem w objęcia Morfeusza.
-GiGi, wstawaj. No złaź z łóżka.- nie
skutkowało George nadal spał. –George, Percy właśnie się całuje z Angeliną.
-Co? Gdzie Jak?- George z wrażenia az spadł
z łóżka. Po czym poturlikał się pod stół i próbując wstać niedość, ze walnął o
niego głową to jeszcze wylał sok pomarańczowy, który na nim stał i teraz
spływał po jego ciele.
-Trzeba mnie było obudzić w mniej
drastyczny sposób. Nie, żebym był cały w jakimś tygodniowym soku.- George
udawał oburzonego ale miło było mu znów
widzieć szczery uśmiech na twarzy Freda.
-Próbowałem Panie- Mam- Kamienny- Sen- I-
Nawet- Własnemu – Bratu- Nie- Powiem. – roześmiał się.
-Dobra, schodzimy na ten obiad bo głodny
jestem.- tym oświadczeniem Fred rozbawił swoją kopię
- No przynajmniej nie masz takiego apetytu
jak nasz kochany Smarkerusek. On jest tak głodny, ze najchętniej na każdej
lekcji eliksirów by powyjadał uczniów.
-Coś nie masz dzisiaj nastroju do żartowania.
Bo gdyby nasz ulubiony Smarczek jadł tak jak powinien to by się nie bał szamponu.
Chociaż może on po prostu nie ma kasy na szampon. Trzeba mu jakoś pomóc.
-Wiem zorganizujemy zbiórkę pieniędzy na
szampon dla Snape’a. – oboje się roześmiali.
Nawet nie zauważyli kiedy doszli do kuchni i
nadal się śmiali.
-z czego się śmiejecie?- zapytała Hermiona
wiem- to- wszystko- Granger
-Otóż mamy pewien szlachetny cel, na który
będziemy zbierać w tym roku pieniądze.- powiedział George
-Mianowicie szampon dla potrzebującego (
czytaj : Sevcia). Niektórzy ludzie nie mają pieniędzy na szampon i niestety
tacy ludzie uczą w Hogwarcie a więc zamierzamy takim ludziom pomóc tą właśnie
akcją.
Syriusz wybuchł niepohamowanym śmiechem
ponieważ od razu zrozumiał o co chodzi chłopakom. Inni po pewnym czasie mu
zawtórowali (nie licząc Mistrza Eliksirów).
-Macie szlaban. Do końca roku szkolnego-
wykrzyknął zbulwersowany Severus Snape
-Przykro nam ale poza szkołą nie ma pan
prawa dawać nam szlabanów
-Ugh
-Tez Pana kochamy.- wyrecytowali chóralnie
bliźniacy.
Nastrój przy stole panował świetny az do końca
posiłku.
- A skoro Miona juz wyzdrowiała to
zapraszamy dzisiaj wszystkich na wieczór grozy. Będą straszne filmy itp.
Uczcimy Twój powrót do zdrowia.- dodał George widząc, ze Hermiona chce cos
powiedzieć.
-No dobrze, przyda mi się odrobina rozrywki.
Smok
Obudziłem się kolejnego ranka mojego beznadziejnego życia,
które straciło jakikolwiek sens. Coraz mniej przypominałem siebie. Nie tylko
pod względem wyglądu ale i charakteru. Odkąd zdjęto zaklęcie czułem się głupio.
Własna matka mnie oszukała, a na dodatek miałem nosić teraz nazwisko mojego…
ojca. Jakby nie mogło być tak jak dawniej. Wszyscy w szkole dowiedzą się, ze
moim ojcem jest Black jeśli w ogóle mnie rozpoznają. Przynajmniej domu nie
zmienię. Moja przyszłość w ogóle nie byłaby istotna gdybym nie mógł należeć do
domu Salzara Slytherina. Nie jadłem od kilku dni, nie dopuszczałem do siebie
nawet Diabła. Nie mogłem, nie chciałem spojrzeć nikomu w oczy. Tak się wywyższałem
nad innymi. Nad Weasleyami, ze ich rodzice są zdrajcami krwi, nad mugolakami.
Szczególnie jednak było mi żal Granger. W sumie to nic mi nie zrobiła, a wydaje
się być miłą osobą… Salzarze, co się ze mną dzieje? Lituję się nad szlamami. Ja
chyba wariuje. Może to tylko zły sen i zaraz się obudzę w Malfoy Manor przez
matkę, która będzie chciała wejść do mojego pokoju licząc na to, ze jednak
zdjąłem zaklęcia antywłamaniowe.
-Ginny to nie jest
dobry pomysł. Ja nie potrzebuję stroju.
-Nie marudź i mi go pokaz. Ja już jestem gotowa, a ty nawet
nie masz stroju.
Ginny była przebrała
się za Julię ( tak chodzi o tą od Romea). Miała piękną różową suknię rodem ze
średniowiecza. Gorset był ściśle związany ( ciekawe jak ona oddychała?!) i
zdobiony złotym haftem. W talii suknia odcinała się i spływała falbanami aż do
stóp Wiewiórki. Na szyi miała zawieszony drobny łańcuszek z serduszkiem, a na
nogach złote trzewiczki na małym obcasie.
Swoje piękne rude fale związała w kłosa związanego czerwoną wstążką.
Oczy pomalowała na lekko brokatowy cielisty róż a usta zdobiła malinowa
pomadka. Wyglądała naprawdę bosko.
-Ile razy mam ci powtarzać, ze Romeo i Julia to piękna i
romantyczna opowieść a nie horror. Bliźniacy kazali się nam przebrać zza coś
strasznego.
- To jest horror o głupocie tej całej Julii. Jak można się
zabić? I to dla faceta? A poza tym nie odwracaj kota ogonem. Do łazienki,
marsz. I nie znoszę sprzeciwu.
-Dobrze, pani dyktatorko.
Hermiona niechętnie
poszła do łazienki. Jakieś dwadzieścia minut później była już gotowa.
Wyszła z łazienki
jako czarny anioł. Miała długą do ziemi suknię. Była bez ramiączek, sprawiająca
wrażenie zakręconej przez fałdy materiału ułożone w taki sposób. Kolor był
nieodgadniony- coś pomiędzy czernią a granatem ( odcień nocnego nieba bez ani
jednej chmurki). Włosy rozpuściła z przedziałkiem na środku. Jej obuwie ku
zachwyceniu Ginny stanowiły czarne 15-centymetowe szpilki. Oczy pomalowała w sposób, który wiał
tajemniczością smoke- eyes a usta
krwistoczerwoną szminką, która była jedynym kolorowym akcentem jej stroju.
Jednak najpiękniejsze były czarne skrzydła jakby wyrastające z jej pleców.
- Przy tobie będę wyglądać jak szara mysz- poskarżyła się
Ruda na co Miona wybuchnęła szczerym śmiechem. – Skąd wzięłaś takie skrzydła?
Tez takie chce.- uparcie żaliła się Gin
-Oh, stworzyłam ten eliksir na 3 roku jakbyśmy musieli
szybko się gdzieś dostać. Jednak nie przydał się więc wykorzystam go dzisiaj.
To chyba nie było bardzo samolubne? W końcu nie robiłam go w celu dobrego stroju, tylko na wypadek
ewakuacji.- broniła się Miona
-Nie ma w tym prawie nic złego. W końcu, każdy kto na ciebie
spojrzy przeżyje najpiękniejszy widok w swoim życiu, ale zapomniałaś o jednym
mianowicie: O MNIE! Będę przy tobie , no
w sumie to nawet nikt mnie nie zauważy.
- Nie przesadzaj, ale jak tak bardzo zależy ci na dobrym
wyglądzie to mam trochę eliksiru blasku. Nie wiem jak konkretnie on działa ale
podobno przykuwa uwagę..
Po chwili wyjęła
eliksir z torebki. Ginny pisnęła z zachwytu, gdy po paru minutach eliksir
zaczął działać. Suknia Ginewry zaczęła się błyszczeć a ona sama rozświetliła
się jakby stała w promieniach słońca.
Fred i George rozmawiali właśnie z Lee Jordanem. Harry stał
z Zabinim (!) i oboje dyskutowali o czym zaciekle. Angelina próbowała za na
wszelkie możliwe sposoby zwrócić na siebie uwagę Georga. Nagle oczy wszystkich
zwróciły się ku wejściu. Wszystkim ( chodzi o osobników płci brzydkiej) szczęki
opadły do podłogi. Przed nimi stały dwie piękne postacie rodem z baśni. Gdyby
nie to, ze włosy Juli były rude nigdy nie poznaliby Ginny. Chociaż jakby przyjrzeć się uważniej to włosy nie były już
rude- bardziej przypominały złoto choć były lekko rudawe i świeciły tak jak
cała dziewczyna dziwną jasnością chodź w pomieszczeniu nie było światła.
Drugiej dziewczyny
(chodź wydawała się im znajoma) nie mogli przywołać z pamięci. Była mroczna i
wydawała się tajemnicza. Cała wyglądała pięknie i majestatycznie, ale
najbardziej imponujące w całej jej postaci były wielkie, czarne skrzydła. Ta w
przeciwieństwie do towarzyszki az promieniowała mrokiem. Była jak księżycowa
noc z milionem gwiazd na niebie: piękna, tajemnicza, intrygująca a zarazem taka
niebezpieczna.
- ziemia do Freda. Co jest niebezpieczne? – zapytała
dziewczyna, której wcześniej nie rozpoznał a okazała się być
-Nic, Hermiono. George, idziemy?
-A, tak jasne.
Po chwili chłopcy przebrani za ( wielkie zaskoczenie)
upiornych bliźniaków wyszli na środek.
- A więc chcieliśmy powiedzieć, ze film niedługo zaczynamy
fil, więc usiądźcie wygodnie i zaczynamy.
Po zakończeniu
seansu zaczęli tańczyć. W tym momencie na parkiecie wirowali George i Angelina,
Ginny i Blaise oraz Hermiona i Fred.Generalnie wszyscy bawili się ze wszystkimi
i dopiero około piątej skończyli zabawę. Wtedy z niezłym bólem głowy ( nie
brakowało oczywiście alkoholu, którego chłopcy nie dawali tylko Rudej) i
zaspanym wzrokiem aportowali się bądź starali się cicho wrócić do siebie.
Od autora:
Rozdział długawy ale nudny jak flaki z olejem. Błędy są i z
góry za nie przepraszam. Jednodniowe opóźnienie spowodowane tym, ze miałam
gości i nie miałam czasu. Rozdział dedykuje Vera Wys.– dziękuje za komentarze. Następny
nie wiem kiedy- najwcześniej w środę, a jeśli nie to w weekend bo w środę i
czwartek jadę do Wisły- wycieczka integracyjna.
Dziękuje za dydykację :D
OdpowiedzUsuńRozdział wcale nie był taki nudny jak twierdzisz! Mi się bardzo podobał! I nie był nudny! Po prostu akcja się dopiero rozkręca!!!!
Życzę weny i czasu na pisanie.
Pozdrowienia, Twoja Vera :*
Dzięki za usunięcie weryfikacjii obrazkowej! :D
UsuńHej ;D
OdpowiedzUsuńWpadłam na Twojego bloga przypadkiem, ale wcale tego nie żałuję xD
dziewczyno, ale ty świetnie piszesz *o*
mam nadzieję, że poinformujesz mnie o kolejnym rozdziale ;)
zapraszam do przeczytania meine "Hellheaven" ^^
mam nadzieję, że nie pożałujesz :)
Ps. na blogu oprócz opowiadań są też recenzje książek. Liczę na Twoją opinię w sprawie mojej pseudo-książki xd
Pozdrawiam C.C.Clouds ;*
http://mybooksmylife.blog.pl/
Super rozdział :D Czekam na więcej :)
OdpowiedzUsuńYour Roxan <3
Nie krucjatusem tylki Cruciatusem
OdpowiedzUsuńEmm... myślałaś o becie?
O i sprawdzaj rozdziały przed dodaniem, pracuj nad przecinkami i zlilwiduj powtorzenia.
Mam nadzieję na wątki bardziej Fremione :3
Lece dalej ^^
świetny pomysł z tymi strojami :)
OdpowiedzUsuńCudnie! Mrrrrroczno i tajemniczo! ;-)
OdpowiedzUsuń