sobota, 5 października 2013

Rozdział 7.



Rozdział 7.

Właśnie otwierał drzwi pokoju lecz zobaczył za nimi coś dziwnego, coś co go powstrzymało. Jakby  Fred Nie a może? Niby nie powinno go to dziwić ale nigdy jeszcze nie widział swojego bliźniaka w takim stanie. Był smutny, wyglądał jakby ktoś na niego rzucił krucjatusa. Ból wykrzywiał jego twarz a po policzkach ciekły łzy. Zamknął drzwi. Postanowił zapukać. Gdyby on był w takim stanie nie chciałby żeby ktoś to widział nawet Fred. Zapukał więc 1…2….3….4….5….6…..7….8……9…..10 razy i za dziesiątym usłyszał słowo proszę wypowiedziane przez człowieka całkowicie załamanego, bez żadnej perspektywy na życie, bez nikogo dla kogo warto rzyć.
-Obudziła się.
 Dwa słowa a znaczą tak wiele. Tak wiele mogą zmienić. Na twarz Freda, który stał teraz przede mną wstąpiła nieopisana radość. Jakby ta jedna wiadomość przywróciła sens jego życia. W jego oczach znów czaiły się wesołe ogniki.
-Jak ona się czuję?
-Dobrze. Ogarnij się trochę- przez trochę rozumiem baaaaaaardzo i idź na obiad ona tez tam będzie. Ron- nasz brat podobno…
-Ta gnida nie jest moim bratem i nie interesuję mnie jej los.
Wiedziałem, ze tak zareaguje, mówił tak albo podobnie na każdą wzmiankę o Ronie. Chociażby najmniejszą.
-Wiesz, ze mama jest załamana. Nie zasmucaj jej jeszcze bardziej. Jest jej głupio z powodu Hermiony, która jest dla niej jak córka i naprawdę nie wie jak się zachować. Spróbuj reagować jak cywilizowany człowiek.
- Dobra, ale nie oczekuj ode mnie szacunku wobec niego. Nikt nie może w taki sposób jej traktować.
-Wpadłeś po uszy.- mruknąłem
-Co?
Jeszcze chwilę mierzył mnie wzrokiem po czym zniknął w toalecie. Wiedziałem, ze w tym roku Miona zaczęła mu się podobać a w zasadzie to już w czwartej klasie ale w tym roku przyznał się do tego przed samym  sobą. Miałem za braci samych kretynów. Postanowiłem to spisać Wziąłem czystą kartkę papieru i zacząłem pisać.
             Lista moich niewydarzonych kretyńskich braci.
-Percy- wyrzekł się rodziny dla pracy w ministerstwie
-Charlie-oświadczył się dziewczynie o której tajemnicach nie miał zielonego pojęcia
-Bill- jeszcze nigdy nie miał dziewczyny (nie licząc Flegmy, ale nie mam pewności, ze to dziewczyna)
-Ron- zaatakował Hermionę (rozumie się samo przez się)
-Fred- zabujał się w Mimi ale nie ma odwagi jej tego powiedzieć
-Lee (mogę go uznać za brata)- buja się w MOJEJ siostrze
-Harry – jest zły, ze Ginny chodzi z Blaisem chodź uważa, ze nic do niej nie czuje. Mi tam Diabeł pasuje- ma przynamniej poczucie humoru
 I ja muszę  nimi wytrzymywać. Powinienem dostać Order Merlina Klasy I.

Po ukończeniu pisania kartkę szybko schowałem do skrytki pod łóżko. Od razu lepiej. Przynajmniej wiem na czym stoję. Ułożyłem się wygodnie na wyrku i po chwili wpadłem w objęcia Morfeusza.

-GiGi, wstawaj. No złaź z łóżka.- nie skutkowało George nadal spał. –George, Percy właśnie się całuje z Angeliną.
-Co? Gdzie Jak?- George z wrażenia az spadł z łóżka. Po czym poturlikał się pod stół i próbując wstać niedość, ze walnął o niego głową to jeszcze wylał sok pomarańczowy, który na nim stał i teraz spływał po jego ciele.
-Trzeba mnie było obudzić w mniej drastyczny sposób. Nie, żebym był cały w jakimś tygodniowym soku.- George udawał oburzonego ale  miło było mu znów widzieć szczery uśmiech na twarzy Freda.
-Próbowałem Panie- Mam- Kamienny- Sen- I- Nawet- Własnemu – Bratu- Nie- Powiem. – roześmiał się.
-Dobra, schodzimy na ten obiad bo głodny jestem.- tym oświadczeniem Fred rozbawił swoją kopię
- No przynajmniej nie masz takiego apetytu jak nasz kochany Smarkerusek. On jest tak głodny, ze najchętniej na każdej lekcji eliksirów by powyjadał uczniów.
-Coś nie masz dzisiaj nastroju do żartowania. Bo gdyby nasz ulubiony Smarczek jadł tak jak powinien to by się nie bał szamponu. Chociaż może on po prostu nie ma kasy na szampon. Trzeba mu jakoś pomóc.
-Wiem zorganizujemy zbiórkę pieniędzy na szampon dla Snape’a. – oboje się roześmiali.
 Nawet nie zauważyli kiedy doszli do kuchni i nadal  się śmiali.
-z czego się śmiejecie?- zapytała Hermiona wiem- to- wszystko- Granger
-Otóż mamy pewien szlachetny cel, na który będziemy zbierać w tym roku pieniądze.- powiedział George
-Mianowicie szampon dla potrzebującego ( czytaj : Sevcia). Niektórzy ludzie nie mają pieniędzy na szampon i niestety tacy ludzie uczą w Hogwarcie a więc zamierzamy takim ludziom pomóc tą właśnie akcją.
 Syriusz wybuchł niepohamowanym śmiechem ponieważ od razu zrozumiał o co chodzi chłopakom. Inni po pewnym czasie mu zawtórowali (nie licząc Mistrza Eliksirów).
-Macie szlaban. Do końca roku szkolnego- wykrzyknął zbulwersowany Severus Snape
-Przykro nam ale poza szkołą nie ma pan prawa dawać nam szlabanów
-Ugh
-Tez Pana kochamy.- wyrecytowali chóralnie bliźniacy.
 Nastrój przy stole panował świetny az do końca posiłku.
- A skoro Miona juz wyzdrowiała to zapraszamy dzisiaj wszystkich na wieczór grozy. Będą straszne filmy itp. Uczcimy Twój powrót do zdrowia.- dodał George widząc, ze Hermiona chce cos powiedzieć.
-No dobrze, przyda mi się odrobina rozrywki.

Smok

Obudziłem się kolejnego ranka mojego beznadziejnego życia, które straciło jakikolwiek sens. Coraz mniej przypominałem siebie. Nie tylko pod względem wyglądu ale i charakteru. Odkąd zdjęto zaklęcie czułem się głupio. Własna matka mnie oszukała, a na dodatek miałem nosić teraz nazwisko mojego… ojca. Jakby nie mogło być tak jak dawniej. Wszyscy w szkole dowiedzą się, ze moim ojcem jest Black jeśli w ogóle mnie rozpoznają. Przynajmniej domu nie zmienię. Moja przyszłość w ogóle nie byłaby istotna gdybym nie mógł należeć do domu Salzara Slytherina. Nie jadłem od kilku dni, nie dopuszczałem do siebie nawet Diabła. Nie mogłem, nie chciałem spojrzeć nikomu w oczy. Tak się wywyższałem nad innymi. Nad Weasleyami, ze ich rodzice są zdrajcami krwi, nad mugolakami. Szczególnie jednak było mi żal Granger. W sumie to nic mi nie zrobiła, a wydaje się być miłą osobą… Salzarze, co się ze mną dzieje? Lituję się nad szlamami. Ja chyba wariuje. Może to tylko zły sen i zaraz się obudzę w Malfoy Manor przez matkę, która będzie chciała wejść do mojego pokoju licząc na to, ze jednak zdjąłem zaklęcia antywłamaniowe.


 -Ginny to nie jest dobry pomysł. Ja nie potrzebuję stroju.
-Nie marudź i mi go pokaz. Ja już jestem gotowa, a ty nawet nie masz stroju.
 Ginny była przebrała się za Julię ( tak chodzi o tą od Romea). Miała piękną różową suknię rodem ze średniowiecza. Gorset był ściśle związany ( ciekawe jak ona oddychała?!) i zdobiony złotym haftem. W talii suknia odcinała się i spływała falbanami aż do stóp Wiewiórki. Na szyi miała zawieszony drobny łańcuszek z serduszkiem, a na nogach złote trzewiczki na małym obcasie.  Swoje piękne rude fale związała w kłosa związanego czerwoną wstążką. Oczy pomalowała na lekko brokatowy cielisty róż a usta zdobiła malinowa pomadka. Wyglądała naprawdę bosko.
-Ile razy mam ci powtarzać, ze Romeo i Julia to piękna i romantyczna opowieść a nie horror. Bliźniacy kazali się nam przebrać zza coś strasznego.
- To jest horror o głupocie tej całej Julii. Jak można się zabić? I to dla faceta? A poza tym nie odwracaj kota ogonem. Do łazienki, marsz. I nie znoszę sprzeciwu.
-Dobrze, pani dyktatorko.
 Hermiona niechętnie poszła do łazienki. Jakieś dwadzieścia minut później była już gotowa.
  Wyszła z łazienki jako czarny anioł. Miała długą do ziemi suknię. Była bez ramiączek, sprawiająca wrażenie zakręconej przez fałdy materiału ułożone w taki sposób. Kolor był nieodgadniony- coś pomiędzy czernią a granatem ( odcień nocnego nieba bez ani jednej chmurki). Włosy rozpuściła z przedziałkiem na środku. Jej obuwie ku zachwyceniu Ginny stanowiły czarne 15-centymetowe szpilki. Oczy  pomalowała w sposób, który wiał tajemniczością smoke- eyes  a usta krwistoczerwoną szminką, która była jedynym kolorowym akcentem jej stroju. Jednak najpiękniejsze były czarne skrzydła jakby wyrastające z jej pleców.
- Przy tobie będę wyglądać jak szara mysz- poskarżyła się Ruda na co Miona wybuchnęła szczerym śmiechem. – Skąd wzięłaś takie skrzydła? Tez takie chce.- uparcie żaliła się Gin
-Oh, stworzyłam ten eliksir na 3 roku jakbyśmy musieli szybko się gdzieś dostać. Jednak nie przydał się więc wykorzystam go dzisiaj. To chyba nie było bardzo samolubne? W końcu nie robiłam go  w celu dobrego stroju, tylko na wypadek ewakuacji.- broniła się Miona
-Nie ma w tym prawie nic złego. W końcu, każdy kto na ciebie spojrzy przeżyje najpiękniejszy widok w swoim życiu, ale zapomniałaś o jednym mianowicie: O MNIE!  Będę przy tobie , no w sumie to nawet nikt mnie nie zauważy.
- Nie przesadzaj, ale jak tak bardzo zależy ci na dobrym wyglądzie to mam trochę eliksiru blasku. Nie wiem jak konkretnie on działa ale podobno przykuwa uwagę..
 Po chwili wyjęła eliksir z torebki. Ginny pisnęła z zachwytu, gdy po paru minutach eliksir zaczął działać. Suknia Ginewry zaczęła się błyszczeć a ona sama rozświetliła się jakby stała w promieniach słońca.

Fred i George rozmawiali właśnie z Lee Jordanem. Harry stał z Zabinim (!) i oboje dyskutowali o czym zaciekle. Angelina próbowała za na wszelkie możliwe sposoby zwrócić na siebie uwagę Georga. Nagle oczy wszystkich zwróciły się ku wejściu. Wszystkim ( chodzi o osobników płci brzydkiej) szczęki opadły do podłogi. Przed nimi stały dwie piękne postacie rodem z baśni. Gdyby nie to, ze włosy Juli były rude nigdy nie poznaliby Ginny. Chociaż jakby  przyjrzeć się uważniej to włosy nie były już rude- bardziej przypominały złoto choć były lekko rudawe i świeciły tak jak cała dziewczyna dziwną jasnością chodź w pomieszczeniu nie było światła.
 Drugiej dziewczyny (chodź wydawała się im znajoma) nie mogli przywołać z pamięci. Była mroczna i wydawała się tajemnicza. Cała wyglądała pięknie i majestatycznie, ale najbardziej imponujące w całej jej postaci były wielkie, czarne skrzydła. Ta w przeciwieństwie do towarzyszki az promieniowała mrokiem. Była jak księżycowa noc z milionem gwiazd na niebie: piękna, tajemnicza, intrygująca a zarazem taka niebezpieczna.
- ziemia do Freda. Co jest niebezpieczne? – zapytała dziewczyna, której wcześniej nie rozpoznał a okazała się być
-Nic, Hermiono. George, idziemy?
-A, tak jasne.
Po chwili chłopcy przebrani za ( wielkie zaskoczenie) upiornych bliźniaków wyszli na środek.
- A więc chcieliśmy powiedzieć, ze film niedługo zaczynamy fil, więc usiądźcie wygodnie i zaczynamy.
  Po zakończeniu seansu zaczęli tańczyć. W tym momencie na parkiecie wirowali George i Angelina, Ginny i Blaise oraz Hermiona i Fred.Generalnie wszyscy bawili się ze wszystkimi i dopiero około piątej skończyli zabawę. Wtedy z niezłym bólem głowy ( nie brakowało oczywiście alkoholu, którego chłopcy nie dawali tylko Rudej) i zaspanym wzrokiem aportowali się bądź starali się cicho wrócić do siebie.

Od autora:
Rozdział długawy ale nudny jak flaki z olejem. Błędy są i z góry za nie przepraszam. Jednodniowe opóźnienie spowodowane tym, ze miałam gości i nie miałam czasu. Rozdział dedykuje Vera Wys.– dziękuje za komentarze. Następny nie wiem kiedy- najwcześniej w środę, a jeśli nie to w weekend bo w środę i czwartek jadę do Wisły- wycieczka integracyjna.

7 komentarzy:

  1. Dziękuje za dydykację :D
    Rozdział wcale nie był taki nudny jak twierdzisz! Mi się bardzo podobał! I nie był nudny! Po prostu akcja się dopiero rozkręca!!!!

    Życzę weny i czasu na pisanie.
    Pozdrowienia, Twoja Vera :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej ;D
    Wpadłam na Twojego bloga przypadkiem, ale wcale tego nie żałuję xD
    dziewczyno, ale ty świetnie piszesz *o*
    mam nadzieję, że poinformujesz mnie o kolejnym rozdziale ;)
    zapraszam do przeczytania meine "Hellheaven" ^^
    mam nadzieję, że nie pożałujesz :)
    Ps. na blogu oprócz opowiadań są też recenzje książek. Liczę na Twoją opinię w sprawie mojej pseudo-książki xd
    Pozdrawiam C.C.Clouds ;*
    http://mybooksmylife.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdział :D Czekam na więcej :)
    Your Roxan <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie krucjatusem tylki Cruciatusem
    Emm... myślałaś o becie?
    O i sprawdzaj rozdziały przed dodaniem, pracuj nad przecinkami i zlilwiduj powtorzenia.
    Mam nadzieję na wątki bardziej Fremione :3
    Lece dalej ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. świetny pomysł z tymi strojami :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudnie! Mrrrrroczno i tajemniczo! ;-)

    OdpowiedzUsuń